Obrazy zmysłowe – przykłady i zastosowanie

Obrazami zmysłowymi nazywam opisy fragmentów rzeczywistości odnoszące się do poszczególnych zmysłów, które to opisy mogą przywołać u osób słuchających wyobrażenia wielozmysłowe.

Spójrz na poniższą listę przykładowych obrazów zmysłowych. Poświęć im chwilę. Zwróć uwagę na to, co się w Tobie dzieje, kiedy o nich myślisz. Niektóre pewnie będą dla Ciebie zupełnie neutralne, ale być może część z nich przywoła jakieś odczucia lub wspomnienia.

Oto kilka przykładów obrazów zmysłowych:

  • Zapach świeżo koszonej trawy
  • Smak malin ze śmietaną
  • Sęk w blacie stołu
  • Szorstki kamień
  • Dłoń zanurzona w morskiej wodzie
  • Stukot kół jadącego pociągu

Czy przed Twoimi oczami wyświetlają się jakieś wyobrażenia? Czy obrazy te pobudzają pamięć innych zmysłów? Czy słyszysz jakieś dźwięki? Czujesz zapach, fakturę, smak, temperaturę? Czy któreś z tych obrazów wywołują w Tobie jakieś emocje? Czy łatwo je jednoznacznie określić słowami?

Tekst piosenki może być swego rodzaju włącznikiem emocji, który zamiast te uczucia nazywać po imieniu, po prostu je wywołuje odpowiednio dobranym obrazem zmysłowym.

Obrazy zmysłowe potrafią angażować, porywać. Prowadzą osoby słuchające w świat przeżyć i doznań, jednocześnie zaś pozwalają im zdecydować, co dla nich osobiście te przeżycia i doznania znaczą.

W swoich tekstach możesz z powodzeniem wykorzystać moc każdego zmysłu, a jeśli Twoje obrazy zmysłowe będą się mieścić w szeroko rozumianym uniwersalnym doświadczeniu, pozwolą Ci wywoływać w odbiorcach całe wachlarze emocjonalnych skojarzeń, odczuć i przeżyć.

Ćwiczenie piosenkopisarskie #2

Moja mama zawsze się skarżyła, że “Przeminęło z wiatrem” nie kończy się tak jak powinno. A “Piknik pod wiszącą skałą” to już w ogóle się nie kończy. Jeśli i Ty tak masz z jakąś historią opowiedzianą w piosence, dziś jest ten dzień, kiedy możesz to zmienić.

Znajdź taką piosenkę, która nie kończy się tak, jak powinna i… zakończ ją po swojemu.

Możesz dopisać dodatkową zwrotkę do jakiejś piosenki, albo zmienić istniejącą ostatnią zwrotkę, tak aby inaczej poprowadzić opowieść. Na przykład żeby dodać do niej happy end, albo wręcz przeciwnie, utopić wszystko w melancholii.

Pamiętaj, aby trzymać się układu wersów, rymów i akcentów w tekście, żeby Twoją zwrotkę dało się zaśpiewać do oryginalnej melodii.

Po co stworzyłam termin “obrazy zmysłowe”, czyli jak malować słowami obrazy, które poruszają wszystkie zmysły

Pisząc teksty piosenek, mamy do dyspozycji wiele narzędzi językowych, które sprawiają, że nasze teksty mogą trafić nie tylko do umysłów, ale i do serc odbiorców. Najlepiej działają te, które pomagają nam zaangażować ich emocjonalnie, a droga do zaangażowania często prowadzi przez wyobraźnię zmysłową.

Odbieramy rzeczywistość – tę zewnętrzną i tę wewnętrzną – wieloma zmysłami. Oprócz pięciu podstawowych, o których uczymy się w szkole już jako małe dzieci, mamy jeszcze co najmniej kilka innych – na przykład zmysł równowagi czy propriocepcji, inaczej zwany czuciem głębokim. Według niektórych badaczy liczba naszych zmysłów jest zawrotna, bo sięga aż 53 (https://www.sensorytrust.org.uk/blog/how-many-senses-do-we-have). 

Często opisujemy świat za pomocą zmysłu wzroku, starając się przekładać go na słowa.

Często opowiadamy innym o obrazach, które widzieliśmy, wierząc, że dzięki temu i oni oczami wyobraźni zobaczą podobne. Co jednak ciekawe, w wyobraźni naszych odbiorców powstają wtedy doznania wielozmysłowe.

Jeśli opowiadam komuś o tym, że rano obudziło mnie mruczenie kota przy moim uchu, to przywodzi to nie tylko wyobrażenie wizualne, jak ten kot wygląda, ale też dźwiękowe o tym, jak mogło brzmieć to mruczenie.

To działa w obie strony, bo jeśli opowiadam o zapachu pomarańczy, to wyobrażeniu tegoż zapachu towarzyszyć będzie z reguły wyobrażenie samej pomarańczy – a nawet i dodatkowych odczuć z nią związanych, na przykład jej smaku, czy tego uczucia, kiedy sok cieknie nam po palcach.

Ten swoisty rodzaj międzyzmysłowych wyobrażeń i skojarzeń jest niezwykle przydatny w piosence, bo pozwala nam za pomocą krótkiego opisu jakiegoś konkretnego doznania zmysłowego przenieść cały wachlarz innych doznań i obrazów, błyskawicznie zbudować za jego pomocą całą barwną opowieść. Kiedy dysponujemy ograniczoną liczbą słów, ale zależy nam na wywołaniu u odbiorców silnych skojarzeń emocjonalnych, na tym, żeby dotknąć ich prawdziwie i głęboko, jest to bezcenne narzędzie. Dlatego taki rodzaj opisywania rzeczywistości zasługuje na to, żeby go jakoś nazwać i móc się do niego jasno i łatwo odnosić. Ja nazwałam go obrazami zmysłowymi.

Ćwiczenie piosenkopisarskie #1

Zacznijmy od czegoś prostego. Przypomnij sobie jakieś wydarzenie ze swojego życia. Najlepiej takie, w którym uczestniczyły co najmniej dwie osoby (ale nie Ty osobiście). Może jakaś stłuczka? Może kłótnia przy kasie w supermarkecie? Może rodzina spędzająca popołudnie na plaży?

Postaraj się odtworzyć jak najwięcej szczegółów dotyczących tych ludzi, przebiegu, jak i kontekstu wydarzenia, a następnie opisz je z perspektywy dwóch różnych osób – na przykład w przypadku rodziny na plaży możesz spróbować opisać to popołudnie z perspektywy taty i dziecka.

Pisz w pierwszej osobie. Pamiętaj, żeby dostosować język do wypowiadającej się akurat postaci, ale też uwzględnić jej stan emocjonalny, oczekiwania, reakcje i wewnętrzne komentarze.

Zachowaj obiektywizm – jeśli na przykład opisujesz kłótnię przy kasie w supermarkecie zadbaj o to, żeby każda ze stron miała swoje racje i nie zajmuj stanowiska. W ten sposób opowiesz paradoksalnie nie jedną historię, a dwie, a przy okazji nauczysz się pisarskiego dystansu.

Jak ćwiczyć kreatywność – wskazówka #3: nakarm ją!

Warto sobie uświadomić, że kreatywność to taka bestia, która bardzo, ale to bardzo chce jeść.

Kiedy jest syta, zrobi dla Ciebie wszystko – podsunie pomysł na tekst, podpowie, jaki prezent kupić tacie na święta (bo ileż można kupować skarpetki), czy rozwiąże problem tego beatu, w którym ciągle czegoś brakuje.

Kiedy jednak jest głodna, zwinie się w kłębek w ciemnym kącie i nie kiwnie nawet koniuszkiem ogona.

Co zatem jada ta bestia? I tu dobra wiadomość: kreatywność jest wszystkożerna. Nie wybrzydza, nie kręci nosem – wręcz przeciwnie, pochłonie to, co jej akurat zaserwujesz. Co więcej, ceni sobie w diecie różnorodność.

Mam dla ciebie 5 wskazówek, jak możesz tę bestię porządnie nakarmić.

#1

Obserwuj, doświadczaj, czuj.

Cokolwiek robisz, wyostrz wszystkie zmysły.

Przyglądaj się detalom otoczenia, zwróć uwagę na barwy i światło.

Słuchaj dobiegających twoich uszu dźwięków – zarówno w hałasie ruchliwej ulicy jak i w ciszy na środku uśpionej na jesień łąki wiele może cię zaskoczyć.

Dotykając różnych rzeczy, zwróć uwagę na ich fakturę – może są miękkie i ciepłe, a może sztywne i zimne; może są chropowate, a może zupełnie flafuśne.

Smakując, postaraj się poczuć każdy składnik potrawy.

Odnotuj też zapachy, których zwykle nie dostrzegasz.

Każdego dnia poświęć chwilę jakiemuś kawałkowi zmysłowej rzeczywistości, który na co dzień ci umyka. Może się to okazać niezwykle inspirujące.

    #2

    Postaraj się każdego dnia zrobić coś inaczej niż zazwyczaj.

    Większość z nas ma swoje przyzwyczajenia, w jakimś stopniu poddajemy się rutynie. Jest to dla nas pod wieloma względami korzystne, bo oszczędza nam sporo czasu i ogranicza liczbę decyzji, które musimy podejmować na co dzień.

    Z drugiej jednak strony usypia to naszą kreatywność. Dlatego wyjdź ze swojej strefy komfortu. Jeśli zwykle jeździsz do pracy autobusem, spróbuj pojechać rowerem. Wypij do śniadania herbatę zamiast kawy. Zrób sobie wolne w środku tygodnia. Przespaceruj się ścieżką, którą zwykle nie wpada ci do głowy pójść. Zadzwoń do kogoś, z kim rzadko rozmawiasz. Zamiast zanurzać się w media społecznościowe, licząc, że może akurat trafi się coś interesującego, świadomie wyszukaj w internecie jakieś treści, które ciekawią cię, lub inspirują.

    Każde z tych działań może sprawić, że inaczej spojrzysz na pewne sprawy, że przyjdą do ciebie tematy, które na co dzień nie przychodzą, że pojawią się nowe pomysły.

    Zmiana nie zawsze jest komfortowa, ale zazwyczaj działa na nas stymulująco i mobilizująco, nawet jeśli jest to zmiana niewielka. Jeśli siedzisz przed pustą kartką (dosłownie lub w przenośni) i nie możesz z siebie wycisnąć ani słowa, wstań i wyjdź z domu. Jest duża szansa, że wrócisz z jakimś pomysłem.

      #3

      Pozostawaj w ruchu.

      Wyobraź sobie, że chcesz przepchnąć z jednego miejsca w drugie jakieś wielkie, ciężkie pudło. Najtrudniej będzie ci je ruszyć z miejsca. Kiedy już ci się to uda, dalej będzie znacznie łatwiej.

      To samo tyczy się działania twórczego. Najtrudniej jest zacząć – napisać pierwsze zdanie, narysować pierwszą kreskę, wbić pierwszy gwóźdź. Często ta trudność powoduje frustrację i zniechęcenie, a w rezultacie prokrastynację.

      Jeśli chcesz tego uniknąć, nie przestawaj działać. Nie rób sobie przerw od kreatywności. Tu z pomocą przyjdzie ci codzienny trening, o którym pisałam we wcześniejszych wpisach na tym blogu.

        #4

        Zakwestionuj własne opinie, przekonania, własny gust.

        Obejrzyj film, który bardzo lubisz i zastanów się, co można by w nim poprawić.

        Znajdź w internecie jakąś piosenkę, która ci się nie podoba i poczytaj zamieszczone pod nią komentarze, skupiając się na tych pozytywnych.

        Przeczytaj artykuł ze strony, na którą zwykle nie zaglądasz, bo nie zgadzasz się z reprezentowanymi przez nią poglądami – spróbuj znaleźć w tym artykule coś, z czym się zgodzisz.

        Może to przynieść Ci wiele ciekawych przemyśleń.

          #5

          Zastanów się, czego ci brakuje w szeroko rozumianej sztuce czy kulturze.

          Wyobraź sobie, że masz niezbędne środki – budżet, doświadczenie, zespół ludzi – żeby stworzyć dzieło, jakiego jeszcze nikt nie stworzył, a Twoim zdaniem ktoś wreszcie powinien.

          Może nikt nigdy nie nagrał piosenki na pewien temat, który Tobie wydaje się ciekawy?

          Może nikt jeszcze nigdy nie dobrał instrumentarium w sposób, który Tobie wydaje się sensowny?

          Może nikt jeszcze nie połączył w jednej piosence dwóch gatunków muzycznych, które Twoim zdaniem totalnie do siebie pasują?

          Znalezienie tego brakującego artystycznego puzzla, który by Cię uszczęśliwił, może być źródłem ciekawych inspiracji do twoich własnych działań twórczych.

            Kilka rad na koniec

            Kreatywność to co prawda żarłoczna bestia, ale nie jest jedną z tych, które (jak kotek Antoni) rzucają się na miskę i pochłaniają wszystko jednym haustem. Ta akurat bestia lubi powolutku, po kawałeczku przeżuwać, delektować się w spokoju każdym kęsem. Dlatego daj sobie czas. Nie oczekuj natychmiastowych efektów. Pozwól sobie nasiąknąć bodźcami i treściami, zanim zaczną one powoli wypromieniowywać na zewnątrz pod postacią pomysłów. 

            Daj sobie również przestrzeń – na eksperymenty, na popełnianie błędów, na zmienianie zdania, na poszukiwanie. Nie oczekuj od siebie od razu spektakularnych efektów. W poprzednich wpisach przywołałam metaforę nauki jazdy na rowerze i tu do niej wrócę. Kiedy wsiadasz na rower po raz pierwszy, prawdopodobnie nie wyruszysz od razu na Tour de France. I to jest w porządku.

            I tu najważniejsza rada, czy właściwie przypominajka, bo na pewno o tym wiesz.

            Najważniejsze jest to, żeby działania kreatywne sprawiały ci przyjemność. Bo ta bestia, o której tu piszę, niespecjalnie lubi działać pod przymusem. Ona działa wtedy, kiedy jest jej fajnie z tym działaniem. Dlatego naucz się doceniać każdy etap na drodze swojego rozwoju twórczego – niezależnie od tego, czy są to twoje pierwsze kroki, czy jubileusz 25-lecia działań scenicznych.

            Czerp z tego dla siebie jak najwięcej.

            Twoja kreatywność to lubi.

            Jak ćwiczyć kreatywność – wskazówka #2: co zrobić, kiedy wena nie chce przyjść?

            W poprzednich postach pisałam o różnicy między zdobywaniem wiedzy a rozwijaniem umiejętności i o praktycznych codziennych ćwiczeniach, które pomogą ci wzbudzić się twórczo. Tym razem chciałabym napisać o jednym z największych błędów, jaki można popełnić, chcąc rozwijać się twórczo.

            Unikanie tego błędu pozwoli Ci tchnąć nowe życie w swoją kreatywność i w pełni czerpać z tego zasobu. Szybko też przekonasz się, jak dbać o niego, żeby stał się zasobem, który nigdy się nie kończy.

            Tym błędem, największym i najczęstszym, jaki popełniają osoby, które stawiają swoje pierwsze kroki twórcze, jest bierne oczekiwanie na tak zwaną “wenę”.

            Wyobrażamy sobie to mniej więcej tak, że pewnego wieczoru (choć może być i poranek), prawdopodobnie w najmniej odpowiednim momencie poczujemy to magiczne COŚ. Rozstąpią się chmury, rozbrzmią chóry anielskie i na promieniu kosmicznego światła spłynie wprost do naszej głowy jakiś Fenomenalny Pomysł.

            W oczekiwaniu na to niezwykłe wydarzenie pozostajemy bierni, bo przecież wydaje nam się, że i tak nie można go ani przyspieszyć, ani przewidzieć, ani tym bardziej zaplanować.

            Dla zabicia czasu oglądamy oglądamy jakiś kolejny program w telewizji czy w nieskończoność przeglądamy najnowsze posty w mediach społecznościowych, licząc na to, że być może wenę znajdziemy w jednym z nich.

            I tak siedzimy, czekamy, a weny jak nie było tak nie ma. Może w takim razie to nie jest najlepsza droga?

            Jeśli chcesz tworzyć, czy działać kreatywnie na jakimkolwiek polu, to skazywanie się na coś tak przypadkowego jak opisane wyżej przypływy weny nie jest najlepszym, co możesz dla siebie zrobić. Będziesz mieć niepomiernie więcej mocy twórczej, jeśli nauczysz się ten magiczny stan wywoływać w sobie dokładnie wtedy, kiedy Ty chcesz. Wtedy, kiedy Ty tego potrzebujesz*.

            Żeby to jednak zrobić, musisz przystąpić do działania. Bez weny. Bez natchnienia. Z pustą kartką, na której napiszesz jedno słowo, jedno zdanie, jeden wers. Bo każde słowo da się edytować, ale nie da się edytować pustej kartki.

            Wyrusz w swoją podróż bez pomysłu, bo jest przeogromna szansa, że kreatywność spotkasz po drodze.

            *Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat, polecam ci lekturę pracy “O konkretności natchnienia”, [w:] Jerzy Grotowski: Teksty zebrane, redakcja: Agata Adamiecka-Sitek, Mario Biagini, Dariusz Kosiński, Carla Pollastrelli, Thomas Richards, Igor Stokfiszewski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Instytut im. Jerzego Grotowskiego, Warszawa 2012, s. 37–42.

            Proste praktyczne ćwiczenie rozwijające kreatywność

            Jeśli chcesz rozwinąć się twórczo, zacznij działać z miejsca, w którym teraz jesteś. Mam dla Ciebie coś na rozruch.

            Ćwiczenie ode mnie dla Ciebie to krótkie, ale codzienne sesje pisania lub rysowania. Nawet jeśli uważasz, że nie potrafisz rysować, a z pisaniem jeszcze nie jesteś do końca za pan brat, spróbuj, bo w ćwiczeniu kreatywności nie chodzi o tworzenie niesamowitych dzieł, ale o proces, o działanie.

            Nie ma najmniejszego znaczenia, w jakim celu zamierzasz później wykorzystać swoje zdolności twórcze – czy chcesz pisać teksty piosenek, komponować muzykę, czy produkować beaty. Możesz z czasem – albo w międzyczasie – wykonywać inne ćwiczenia, żeby doskonalić technikę, w której chcesz się specjalizować. W tych ćwiczeniach, które teraz Ci proponuję, chodzi wyłącznie o trening kreatywności, więc sprawdzą się niezależnie od Twoich dalszych planów i pomysłów na siebie.

            Jak to powinno wyglądać w praktyce?

            Przede wszystkim pamiętaj, że twoja kreatywność chce być wolna. Wykonując swoje ćwiczenie, staraj się tej wolności nie ograniczać.

            Jeśli chcesz rysować, weź po prostu kartkę, ołówek i wykonaj, jak surrealiści, pierwszy spontaniczny ruch dłonią. Potem pozwól sobie za tym pójść. Nie zastanawiaj się, co ostatecznie będzie przedstawiać rysunek. Niech twoja ręka decyduje za ciebie.

            Jeśli decydujesz się na pisanie, zrób to samo. Weź kartkę i coś do pisania. Usiądź i po prostu zacznij pisać. Nie zadawaj sobie tematu, nie czyń założeń, ale też nie przerywaj ani na chwilę. Jeśli nie wiesz, o czym pisać, napisz dokładnie to: że nie wiesz, o czym pisać. Pozwól, żeby słowa wypływały swobodnie spod Twojej ręki.

            A zanim zaczniesz, daj swojemu wewnętrznemu krytykowi wolne.

            Być może zdziwisz się tym, co w efekcie narysujesz lub napiszesz. I dobrze, bo o to chodzi w treningu kreatywności, żeby dopuścić do głosu to, co mamy schowane nieco głębiej. To, do czego na co dzień nasz świadomy, racjonalny umysł nie ma dostępu.

            Garść zasad

            Żeby ten trening przyniósł oczekiwany efekt, warto pamiętać o kilku zasadach.

            #1

            Ćwicz codziennie. Jeśli dziś sobie odpuścisz, to jest duże ryzyko, że jutro znów to zrobisz i ani się obejrzysz, a miną trzy miesiące. Trening kreatywności jest najbardziej skuteczny, jeśli wykonujesz go regularnie.

            #2

            Na początek możesz wyznaczyć sobie ramy czasowe – na przykład 10 minut pisania lub rysowania dziennie. Dzięki temu łatwiej ci się będzie zmotywować (to przecież tylko 10 minut!). Kiedy codzienne ćwiczenie kreatywności zamieni się w twój nawyk, możesz zacząć się bawić czasem trwania treningu (jak by to było pisać przez dwie godziny albo tylko przez 30 sekund?) lub zupełnie zrezygnować z ustalania go i po prostu zdać się na swoją intuicję.

            #3

            Jeśli piszesz, pisz odręcznie. Nie musi to być ołówek i kartka – może być tablet i pisak. Ale nie klawiatura. To naprawdę ważne. Dlaczego?

            • Dzięki pisaniu odręcznemu tworzy się stymulująca relacja między okiem, ręką a mózgiem.
            • Odręcznie piszesz wolniej niż na klawiaturze, dzięki czemu twoje myśli mają nieco więcej czasu na to, żeby się skrystalizować.
            • A do tego na kartce pozostają wszelkie poprawki, skreślenia, szlaczki i rysunki na marginesach. To niesamowity materiał do dalszej pracy twórczej. W tych skreślonych fragmentach mogą się kryć twoje najlepsze pomysły, które po prostu potrzebują dojrzeć. A te dorysowane, nadpisane, zamazane rzeczy wspaniale dokumentują twój proces twórczy, co w przyszłości może okazać się niezwykle inspirujące.

            #4

            Ten punkt jest najważniejszy, a przy tym najtrudniejszy.

            Nie oceniaj się.

            Pozwól sobie na wszystko. Na bazgroły, gryzmoły, błędy, nieczytelne pismo, skreślenia, dopiski, kółka w kształcie ameby i kwadraty o nierównoległych bokach. Myśl o swojej kreatywności jak o małym dziecku, które dopiero uczy się otaczającego je świata. Jeśli będziesz je krytykować i złościć się na nie, że nierówno przebiera łapkami czy gaworzy jakoś tak niewyraźnie, może to utrudnić i spowolnić, albo nawet całkowicie zahamować jego rozwój.

            Kreatywność jest bardzo intymna. Pochodzi z najdelikatniejszego kawałka ciebie. Dlatego ćwicząc ją, zapewnij sobie poczucie bezpieczeństwa, opieki i miłości. Nie od świata zewnętrznego, tylko od siebie dla siebie.

            Pierwsze kroki twórcze są piękne. Zawsze i bezdyskusyjnie. Nie ma w nich “dobrze” ani “źle”. Jest tylko działanie i odkrywanie. 

            Jest takie chińskie przysłowie, że najlepszy moment na posadzenie drzewa był 20 lat temu. Drugi najlepszy moment jest teraz. Dlatego zacznij swój pierwszy trening już dziś.

            A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat pobudzania kreatywności, zajrzyj do podręcznika “Piosenkopisanie”.

            Jak ćwiczyć kreatywność – wskazówka #1: wiedza a umiejętność

            Pierwszy krok do ćwiczenia kreatywności to rozróżnienie między wiedzą a umiejętnością i przypisanie kreatywności do właściwej kategorii.

            Wiedza, to zasób intelektualny, przechowywany w pamięci. Można powiedzieć, że zdobywamy ją w sposób liniowy. Zaczynamy od jakiegoś poziomu, potem konsumujemy różne źródła – czytamy, rozmawiamy, słuchamy, oglądamy. I za każdym razem, kiedy to robimy, nasza wiedza się poszerza (lub pogłębia).

            Umiejętność natomiast to zasób bardziej praktyczny. Umiejętności zdobywamy, korzystając z mechanizmu pętli informacji zwrotnej. To znaczy: najpierw próbujemy wykonać daną czynność, a nasz mózg bacznie się temu przygląda. Jeśli popełnimy błąd, następnym razem mózg koryguje sposób wykonania czynności i znów obserwuje, żeby sprawdzić, czy ta zmiana zadziałała. Jeśli nie, mózg dokonuje kolejnej korekty i tak do skutku. Dobrze ilustruje ten proces dostępna w internecie animacja, w której algorytm genetyczny (mówiąc w uproszczeniu, jest to forma sztucznej inteligencji) uczy pewną geometryczną istotkę przeskakiwać przez kulkę. Istotka uczy się od zera – najpierw musi odkryć koncept podskakiwania, a potem dostosować do tej czynności swoje geometryczne ciało i nauczyć się wykonywać ją prawidłowo.

            Udaje jej się osiągnąć sukces dopiero w 249 generacji, po wielu tysiącach powtórzeń. A jej postępy wcale nie toczą się liniowo – czasem tuż przed wielkim sukcesem spektakularnie się potyka.

            Na szczęście nie każda umiejętność wymaga aż tak rozległego treningu. Zwykle też nie zaczynamy od zera, jak istotka z animacji. Jedno natomiast jest pewne: jeśli chcesz zdobyć jakąś umiejętność, musisz wprawić się w ruch. Nie da się nauczyć jeździć na rowerze, oglądając tutoriale w internecie. Trzeba wsiąść na rower. Nie da się nauczyć gotować, czytając przepisy w gazetach. Trzeba otworzyć lodówkę, wziąć do ręki nóż i deskę do krojenia i zabrać się do działania.

            Podobnie jest z kreatywnością, bo kreatywności bliżej jest do umiejętności niż do wiedzy. Nie da się jej rozwinąć, studiując książki o kreatywności. Może strzelam sobie w kolano, ale muszę tu dodać, że nie da się rozwinąć kreatywności, czytając wpisy na blogu.

            Żeby rozwinąć się twórczo, trzeba zacząć tworzyć.

            Jak wytrwać w noworocznych (i nie tylko) postanowieniach twórczych

            Być może na fali podsumowywania minionego roku pojawiła się w Tobie decyzja: będę więcej tworzyć. Więcej pisać, więcej śpiewać, więcej komponować, więcej grać. I być może 7 stycznia to taki moment, kiedy siła postanowień noworocznych zaczyna powoli słabnąć.

            Co zrobić, żeby wytrwać w swoich postanowieniach?

            Przede wszystkim zastanów się, dlaczego chcesz się podjąć danej formy aktywności, albo robić czegoś więcej. Czy jest to coś, czego naprawdę bardzo, bardzo pragniesz? Może jest to Twoje marzenie z dzieciństwa, po które postanawiasz wreszcie sięgnąć? Może jest dla Ciebie ważne, żeby być bliżej siebie? Może kończy Ci się kasa na koncie i trzeba się zabrać do działania, żeby uzupełnić uszczuplone oszczędności? A może chcesz po prostu zrobić coś, cokolwiek, bo czujesz, że nie możesz nie robić nic?

            Im większą masz wewnętrzną motywację do działania, tym łatwiej będzie Ci w tym działaniu wytrwać. Jeśli więc po zastanowieniu odkryjesz, że Twoja motywacja pochodzi głównie z zewnątrz (ktoś Cię namówił, ktoś tego od Ciebie oczekuje, ktoś Ci coś obiecał w zamian, wiszą nad Tobą rachunki do zapłacenia), to zacznij od znalezienia w tym działaniu czegoś swojego: przyjemności, satysfakcji, czegoś, co sprawi, że będziesz z ochotą zabierać się za to kolejnego dnia. Trudno się przecież zmuszać codziennie do robienia czegoś, co zwyczajnie nie jest frajdą. Nie po to też wybieramy dla siebie ścieżkę artystyczną, żeby nie lubić tego, co robimy. Dlatego warto swoich źródeł motywacji szukać jak najbliżej własnego wnętrza. A reszta to już kwestia nawyku.

            Kilka słów o nawykach

            Kiedy postanawiamy, że od tej pory będziemy pracować nad czymś codziennie – czy też z mniejszą częstotliwością, ale jednak regularnie – na początku może to nie być prostym zadaniem. Może być nam trudno zdyscyplinować się na tyle, żeby konsekwentnie działać. I jest to zupełnie normalne.

            Po pierwsze nasza podświadomość najbardziej na świecie nie lubi zmian, a my próbujemy takim postanowieniem trwale zmienić coś w naszym życiu.

            Po drugie często zdarza się, że uciekamy w fantazje na temat tego, ile byśmy chcieli zrobić, ile to będzie trwało, ile to będzie na to potrzeba zasobów. Pomysł w naszej wyobraźni rośnie i rośnie, aż nagle z małego codziennego przedsięwzięcia robi się projekt na miarę hollywoodzkich megaprodukcji. A to potrafi przytłoczyć.

            Na szczęście można sobie z tym poradzić. Jeśli chcesz nauczyć się czegoś nowego, albo bardziej regularnie podejmować działania twórcze, to mam dla ciebie trzy wskazówki, które sprawią, że będzie ci łatwiej wytrwać w tym postanowieniu.

            #1

            Nie na zawsze, tylko na 30 dni

            Umów się ze sobą na 30 dni działania. To prosty, ale skuteczny sposób na oszukanie swojej podświadomości. Zaangażowanie się w coś na 30 dni jest znacznie prostsze niż zaangażowanie się w to na resztę życia.

            Spróbuj. W gruncie rzeczy to tylko 30 dni, po których w najgorszym wypadku możesz wrócić do swojej wcześniejszej rutyny.

            Jeśli chcesz, możesz przez te 30 dni zapisywać swoje postępy. Każdy kolejny dzień, w którym podejmujesz wyzwanie, zaznaczaj na przykład uśmiechniętą buźką w kalendarzu. Kiedy zobaczysz rosnącą kolekcję zadowolonych buziek, łatwiej Ci będzie podejmować dalsze kroki, nawet jeśli pojawi się moment zwątpienia.

            A potem już codzienne pisanie, śpiewanie, granie, czy cokolwiek, nad czym będziesz pracować, powinno Ci wejść w nawyk.

            #2

            Mini cele

            Do wyznaczania sobie celów warto podchodzić ostrożnie, chociaż fantazja może Cię w momencie podejmowania postanowienia ponieść daleko i wysoko – na przykład w kierunku stworzenia przy pierwszym posiedzeniu piosenki, która podbije światowe listy przebojów. Spokojnie, oddychaj, masz na to jeszcze czas. 

            Zacznij od małego celu, na przykład: “będę pisać (śpiewać, ćwiczyć grę na pianinie, czy cokolwiek innego) nieprzerwanie przez 15 minut codziennie rano”, albo: “przez 7 dni z rzędu będę ćwiczyć po kolacji”, albo “wpiszę sobie w kalendarz konkretny czas na pracę z muzyką”. W gorsze dni Twoim mini celem może nawet być: “zrobię cokolwiek związanego z moim postanowieniem”. Choćby to miało oznaczać, że po prostu weźmiesz do ręki pióro i napiszesz dwa zdania o tym, że nie chce Ci się pisać, albo siądziesz do gitary i zagrasz pół zwrotki piosenki, którą lubisz i która już całkiem nieźle Ci wychodzi.

            Mniejsze cele łatwiej Ci będzie zrealizować, a to z kolei powinno pozytywnie przełożyć się na Twoją motywację. Lepiej wyznaczyć sobie takie cele i dać sobie poczucie satysfakcji z ich wypełnienia, niż mierzyć zbyt wysoko (choćby i na tych wyżynach roztaczały się najpiękniejsze krajobrazy) i tak się przejąć ogromem własnego przedsięwzięcia, żeby w ogóle nie móc ruszyć z miejsca.

            A przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby usiąść do pianina tylko po to, żeby 15 minut poćwiczyć a w rezultacie, jeśli najdzie Cię ochota, wstać od niego 2 godziny później z nową piosenką.

            Po trzecie: zasługujesz na nagrody

            Kolejną rzeczą, która pozytywnie wpływa na motywację, jest nagradzanie siebie za realizację każdego, nawet najmniejszego z celów. Nie muszą to być puchary i medale – nagrodą może być już sama satysfakcja z tego, że udało Ci się coś zrobić, albo przyjemność, której dostarczy Ci to działanie – oczywiście pod warunkiem, że świadomie te emocje odnotujesz. Jeśli poczujesz się dobrze, poświęć temu swoją uwagę. Celebruj to uczucie przez chwilę, bo w natłoku różnych wątpliwości łatwo je przeoczyć.

            Możesz też nagradzać siebie na inne sposoby. Na przykład po udanej sesji twórczej czy ćwiczeniowej zrób dla siebie coś miłego – zaparz sobie ulubioną kawę lub herbatę, zjedz garść malin albo kostkę czekolady, czy zadzwoń do kogoś bliskiego i podziel się radością z wykonanego zadania. Albo i wrzuć post na któryś z Twoich kanałów społecznościowych – na pewno ktoś pośle w Twoją stronę serduszko, łapkę w górę czy gif z gratulacjami.

            Spraw sobie jakąś małą przyjemność za każdym razem, kiedy wykonasz kawałek dobrej roboty. Dzięki temu satysfakcja będzie podwójna, a motywacja do budowania nawyku codziennego tworzenia czy ćwiczenia jeszcze większa.

            Magia nawyku, czyli nie na 30 dni, tylko na zawsze

            Jeśli zrealizujesz swoje 30-dniowe wyzwanie, osiągniesz w tym czasie 30 małych celów i 30 razy się nagrodzisz za to, że udało Ci się je zrealizować, to jest duża szansa na to, że zwyczaj codziennego tworzenia, ćwiczenia czy codziennej nauki zostanie z Tobą na dłużej. 30 dni to bowiem wystarczająco dużo czasu, żeby wykształcić u siebie nowy nawyk. 

            I jeszcze coś na koniec – jeśli zainteresował Cię temat 30-dniowych wyzwań i chcesz się dowiedzieć więcej na temat tego, co fajnego może się wydarzyć, jeśli będziesz robić coś nowego przez 30 dni, obejrzyj krótkie (zaledwie 3-minutowe) wystąpienie Matta Cuttsa na TED zatytułowane “Try something new for 30 days” (https://www.ted.com/talks/matt_cutts_try_something_new_for_30_days).

            Obejrzyj, a potem działaj i baw się przy tym dobrze!

            Jak łatwiej i lepiej pisać teksty piosenek po angielsku

            W poprzednim artykule dorzuciłam kilka argumentów do dyskusji o tym, czy to właściwie dobry pomysł, żeby teksty piosenek pisać po angielsku. Tym razem mam dla Ciebie kilka wskazówek, jak to zrobić dobrze.

            Pisanie tekstów po angielsku, czy w jakimkolwiek innym języku obcym może wydawać się trudne. Trzeba wziąć pod uwagę zawiłości gramatyczne i leksykalne tego języka, pokonać swoje bariery i obawy w jego użyciu. Z drugiej strony może wydawać się łatwiejsze niż pisanie po polsku. Teksty po angielsku mamy zwykle bardziej osłuchane, łatwiej rymować i jest mniejsze ryzyko, że jakaś fraza zazgrzyta nam w uchu.

            Jak w takim razie upewnić się, że teksty pisane po angielsku zabrzmią naturalnie i trafią do międzynarodowego słuchacza nie serwując mu przy okazji cringe’u?

            Wskazówka #1

            Słuchaj piosenek anglojęzycznych i analizuj je. Zwróć uwagę na to, jak budowane są zwrotki, refreny i mosty. Jakie słowa, konstrukcje gramatyczne i związki frazeologiczne pojawiają się często, a jakich raczej się nie używa? Jakie słowa i zwroty są nadużywane? Czym się różnią zwrotki od refrenów w kwestiach takich jak na przykład długość wyrazów czy rozłożenie akcentów? Gdzie pojawiają się frazy, które mają zapaść w pamięć osób słuchających piosenki? Jakich środków stylistycznych używają autorki i autorzy? Jakie są najczęściej używane typy rymów?

            Przy okazji, jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na przykład o użyciu środków stylistycznych czy rymów w tekstach piosenek, zajrzyj do podręcznika “Piosenkopisanie”, w którym dokładniej omawiam te kwestie.

            Wskazówka #2

            Zadbaj o autentyczność języka. Używaj prostych, codziennych zwrotów, które są powszechnie rozumiane przez osoby posługujące się językiem angielskim – czy to jako ojczystym, czy jako obcym. Unikaj na przykład zbyt formalnych albo nadmiernie poetyckich konstrukcji, które mogą wydawać się w piosence sztywne i odklejone. Zadbaj o stylistyczną spójność tekstu.

            Wskazówka #3

            Jeśli czujesz się niepewnie w kwestii gramatyki, słownictwa, idiomów, czy stylu językowego, skorzystaj z pomocy native speakera albo osoby mówiącej biegle po angielsku. Istnieją też przydatne narzędzia online, takie jak Grammarly czy choćby ChatGPT. Możesz dzięki temu uniknąć błędów, które mogłyby wpłynąć na odbiór Twojej piosenki, albo wręcz zmienić znaczenie napisanych przez Ciebie słów.

            Wskazówka #4

            To już bardziej podpowiedź dla singer-songwriterów. Upewnij się, że prawidłowo wymawiasz słowa swojej piosenki. I nie chodzi tu o jakieś żyłowanie akcentu, tak żeby brzmieć jak native speaker, ale o to, żeby nie popełniać radykalnych błędów w wymowie, które sprawią, że dany wyraz nie będzie zrozumiały. Czasem też jest tak, że prawidłowo wypowiedziany wyraz będzie zupełnie inaczej siedział w rytmie i w melodii, co warto uwzględnić na etapie pracy nad piosenką.

            Pamiętaj, że emocje są uniwersalne – nawet jeśli język angielski nie jest Twoim językiem ojczystym, możesz w nim tworzyć piosenki, które poruszą serca słuchaczy na całym świecie.